piątek, 12 lipca 2013

ROZDZIAŁ 8


Siedzieliśmy w pokoju Maćka i Piotrka. Stwierdziliśmy, że poszukamy jakiegoś filmu w telewizji. Krzysiek wziął pilota i zaczął przeglądać kanały. Powiedziałam im, że nie chce horroru, choć moje prośby nic nie dały. Nie lubię horrorów zawsze potem boję się wszystkiego co zobacze... W ogóle horror po niemiecku jest jeszcze straszniejszy. Chłopcy za żadne skarby nie chcieli zmienić, więc wzięłam poduszkę, bo musiałam w coś chować głowę w strasznych momentach.

Po 2 godzinnym filmie trzeba było iść spać. Jutro nowy dzień, nowy konkurs. Ja, Kamil, Krzysiek i Dawid wyszliśmy na korytarz, żeby rozejść się do pokoi. 

- Co wy tu robicie o tej porze ? - spytał ktoś, a ja krzyknęłam ze strachu. Było ciemno, nic nie było widać. Odwróciliśmy się powoli tak jak to robią w filmach, żeby zobaczyć kto to, ale było widać tylko czarną postać. Podeszłam bliżej do Kamila. Ten ktoś stał i się nie ruszał patrzył na nas, a my na niego. Nie rozpoznaliśmy go po sylwetce, ani po głosie. - Jaki duch, potwór czy coś tam innego może mówić w Szwajcarii po polsku ? - zrobił krótką przerwę, my też nic nie mówiliśmy. - To ja, Łukasz Kruczek, wasz trener. - powiedział śmiejąc się i zaświecił światło. Musieliśmy wyglądać komicznie wszyscy blisko siebie, tacy przerażeni. Patrzył na nas śmiejąc się, a ja przewróciłam oczami i z Kamilem, poszłam w stronę pokoju. Szybko się umyłam i położyłam spać. 

Byliśmy z Kamilem pierwsi w jadalni. Siedziałam tyłem do drzwi i piłam sok. Nagle ktoś mnie lekko popchnął i krzyknął 'buuu!', a ja się polałam.

- Nie strasz mnie jak pije ! - powiedziałam do Krzyśka, który stał za mną i śmiał się z mojej plamy na spodniach.
- Nie pij kiedy Cię strasze. - zaśmiał się, a ja zmierzyłam go wzrokiem. On pokazał mi język, usiadł koło mnie i zjedliśmy grzecznie śniadanie.  

*na skoczni*

Jak to przed każdymi zawodami "graliśmy" w siatkówkę. Odbijaliśmy piłkę, a raczej chłopcy, z mówili się i przestali mi podawać. 
- Ej, tak nie ma ! - krzyknęłam i zaczęłam rzucać w nich śnieżkami. Rozpętałam "wojnę". Śnieżki latały wszędzie, nawet kilku innych skoczków dołączyło. Cały czas się śmialiśmy. Udało mi się natrzeć Titusa śniegiem, choć potem on z pomocą Piotrka mi oddał. Dla mnie zabawa długo nie trwała, bo trzeba było się do konkursu przygotować.

Usiadłam na belkę i jak zawsze odbiłam się od niej, gdy dostałam znak od trenera. Potem następnie odbicie tym razem z progu i na koniec lądowanie. Niby takie nudne, zawsze to samo, a tak naprawdę każdy skoczek przy każdym skoku czuje coś innego. Inny wiatr, inne wyjście z progu, inna pozycja najazdowa, inne lądowanie, inny doping i inna skocznia. 

Dzisiaj nasze skoki były dobre, ale nie wystarczyły na podium. Do Polski wracamy szczęśliwi, bo po słabym początku trochę się odrodziliśmy.

________________________

Dobra dodaję rozdział 8. Trochę niedopracowany i wymęczony, ale trudno. 
To tak, bardzo przepraszam za taką długą przerwę, ale nie dałam rady. WENO WRÓĆ ! Teraz raczej przez 4 tygodnie nic się nie pojawi, bo wyjeżdżam (Ten rozdział tak, żeby tak przed wyjazdem coś było). Mam nadzieje, że się spodoba i że was nim nie zmęcze xd Ten no wstawiam z telefonu, więc przepraszam za błędy. Dziękuję za komentarze ! Dziękuję i dobranoc. 

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

ROZDZIAŁ 7

Spałam spokojnie,  gdy nagle usłyszałam jak ktoś mnie woła. Otworzyłam oczy i zobaczyłam Kamila.
- Witaj po Ciemnej stronie Mocy.  - uśmiechnął się i usiadł na swoim łóżku. - Wstawaj, ubieraj się i idziemy na śniadanie. Popatrzyłam na telefon. Nie chętnie się podniosłam z łóżka i poszłam do łazienki. Po chwili byłam gotowa. Pomachałam Kamilowi, który był wpatrzony w swój telefon.
- Ewka ? - spytałam.
- Tak. - odpowiedział, a ja przewróciłam oczami. - Zazdrosna ?
- Nie, głodna ! Rusz się ! - powiedziałam, a może raczej krzyknęłam.
- Dobra, dobra tylko spokojnie. - wyszliśmy z pokoju. Reszta polskiej kadry siedziała już w jadalni.

Ledwo zjedliśmy śniadanie, a już trzeba było jechać na skocznię, więc wzięliśmy wszystko co potrzebne i zapakowaliśmy się do busa. Droga minęła szybko i przyjemnie, ponieważ chłopcy stwierdzili, że wymyślą o mnie piosenkę. Z początku nie szło im to za dobrze, ale jak się rozkręcili to rymy same wychodziły im z ust, a ja nie mogłam się przestać śmiać. Co chwilę ktoś inny rzucał jakimś genialnym rymem.

*na skoczni*


Graliśmy w siatkówkę. No dobra odbijaliśmy piłkę w kółku. Co chwilę ktoś coś krzyczał. Oczywiście jak to ja co chwilę leżałam na ziemi, bo chciałam 'uratować' piłkę przed upadkiem. Chłopcy co chwilę podawali do mnie, nie wiem zmówili się czy co. Nagle Maciek posłał piłkę na środek.  Do piłki ruszyłam ja i Krzysiek i zamiast ją odbić znaleźliśmy się na ziemi. Wszyscy zaczęliśmy się śmiać.
- No znowu przez Krzyśka na plecach. No, ale dzisiaj to my się jeszcze chyba nie zderzyliśmy. - stwierdziłam. Titus, który już zdążył się podnieść, podał mi rękę,żeby pomóc mi wstać. Popatrzyłam na zegarek.
- Łohoo, za 20 minut konkurs. To ja lecę ! - krzyknęłam i pobiegłam w stronę polskiego domku.

Piąte miejsce po pierwszej serii ? Dobrze ! Jeszcze można powalczyć o podium.
Przed wejściem na belkę,  przypomniało mi się jedno zdanie z piosenki chłopców. 'Ma kości pneumatyczne i w dół skoczni ciśnie.' Od razu się uśmiechnęłam i ostrożnie wsunęłam się na belkę. Z uśmiechem popatrzyłam przed siebie. Odbiłam się od belki,  by zrobić coś co naprawdę kocham. Prawie idealne wyjście z progu, spokojny lot, dobra odległość i telemark na zakończenie. Byłam zadowolona ze swojego skoku, pokazałam to kibicom unosząc ręce do góry. Przy moim nazwisku pokazała się jedynka. Zajęłam miejsce lidera, choć długo tam nie postałam, bo następna skoczkini skoczyła dalej. Pogratulowałam jej i pozbierałam swoje rzeczy i poszłam w stronę polskiego domku. Szłam zamyślona,  nie wiedząc co się dzieje na skoczni.

- Masz podium ! - ktoś nagle krzyknął.
- Co ? Serio ? - spytałam i ze zdziwieniem popatrzyłam na Krzyśka, który stał przede mną.
- No popatrz na tablice wyników. Jesteś druga, a została jeszcze jedna. Nie pilnujesz wyników ? - wytłumaczył z uśmiechem na twarzy. Spojrzałam na tablice, nie powstrzymałam emocji i zaczęłam piszczeć i skakać z radości.
- Zamyśliłam się trochę i nie wiedziałam co się dzieje. - odpowiedziałam na pytanie Titusa. - To teraz drugie czy trzecie miejsce. - powiedziałam i znowu popatrzyłam na tablice, bo ostatnia skoczkini właśnie skoczyła. Pokazała się jedynka co oznacza,  że ja zajmuje ostatni stopień podium. Strasznie się cieszyłam. Moje pierwsze podium w Pucharze Świata w moim pierwszym sezonie. Po chwili przyszła reszta naszej kadry,  by mnie po wyściskać i pogratulować.
- No to wy mi też teraz pozajmujcie dobre miejsca. - powiedziałam z uśmiechem,  a oni zaczęli się śmiać.
- Zrobimy co w naszej mocy. I niech moc będzie z nami. - powiedział roześmiany Piotrek. - A teraz czas na rozgrzewkę. - zaczął podskakiwać reszta dołączyła do niego.
- Dobra wy się rozgrzewajcie,  ja idę się przebrać, a potem kibicować. - powiedziałam i pokazałam im ściśnięte kciuki.
Dzisiaj niekończąca się radość dla polskiej kadry. Chłopcy dzisiaj zajęli dobre miejsca, zwłaszcza mój brat, który poszedł w moje ślady i wskoczył na podium. Tylko on zajął drugie miejsce. Engelberg szczęśliwy dla polskich skoków. A teraz dekoracja ! Najpierw skoczkinie, a potem skoczkowie.
Stałam z dziewczynami, z którymi miałam stanąć na podium. Z mojej twarzy nie znikał uśmiech. Spiker wypowiedział moje imię i nazwisko. Uśmiechnęłam się, pomachałam do kibiców, pobiegłam w stronę podium i wskoczyłam na trzeci stopień. Nie umiem opisać swojej radości. Wspaniali kibice. Wszyscy się cieszyli. Każda z nas dostała jakiś mały pucharek i bukiet. Jeszcze jedna dekoracja i można jechać do hotelu. Dzień wspaniały, pełny emocji na pewno na długo go zapamiętam.


__________________________
Ahhhh...  Bla, bla, bla strasznie krótkie ;/ Choć moje rozdziały ogólnie są krótkie. Słaby jak poprzedni, ale brak mi WENY. :( Co do tej piosenki, niby ją napisałam, ale nie jestem do niej przekonana, więc se odpuściłam.
Teraz będzie weekend majowy mam nadzieję, że nareszcie uda mi się napisać co 'fajnego'.  Sorry. ;/
Masakra... nie ma co więcej pisać. Dziękuję i dobranoc.



Liga Mistrzów everywhere ! Kibicujemy ! ♥

piątek, 19 kwietnia 2013

ROZDZIAŁ 6

Niedawno był początek sezonu - listopad, a teraz mamy już grudzień.  Ten tydzień spędzimy w pięknej Szwajcarii. Engelberg przywitał nas pięknymi widokami. Na te zawody pojechał Kamil, Piotrek, Maciek, Dawid i Krzysiek, no i oczywiście ja.

Mieliśmy mały, ale bardzo ładny hotel. Dostałam pokój z Kamilem, nareszcie nie będę sama !
Wszyscy razem siedzieliśmy w pokoju Piotrka i Maćka. Rozmawialiśmy, żartowaliśmy i ogólnie cały czas się śmialiśmy. Siedziałam, raczej leżałam na jednym łóżku pomiędzy Kamilem i Krzyśkiem.
- Ej, która godzina ? - spytałam zaspana.
- Yyyyy... 20.10. - sprawdził na telefonie Kamil.
- Dopiero ? Myślałam, że już po 22. Spać mi się chce ! - wymamrotałam, po czym szeroko ziewnęłam i położyłam głowę na kolana Titusa.
- Wyczuwam romans ! - zaśmiał  się Piotrek.
- Podajcie mi coś dużego i najlepiej twardego ! - powiedziałam, a Kamil podał mi poduszkę. - To twoim zdaniem jest twarde ? - podniosłam głowę i ze zdziwieniem popatrzyłam na brata, a on tylko wzruszył ramionami. Popatrzyłam na poduszkę i po chwili rzuciłam nią w Piotrka. On się tylko zaśmiał.
- Ze mną nie chcesz romansować ?! Spotka Cię za to kara ! - odezwał się Krzysiek i zaczął mnie gilgotać.
- Nie, Titus, nie ! Proszę ! - zaczęłam krzyczeć przez śmiech. Tak się cała rzucałam, że spadłam z łóżka.- Szczęśliwy ?! - spytałam i popatrzyłam z na niego ze złością, a on tylko kiwnął głową na tak. - Teraz mnie podnieś ! - wyciągnęłam ręce do góry i popatrzyłam na niego błagalnym wzrokiem. On wstał, złapał mnie za ręce i pociągnął do góry. - No grzeczny chłopak, a teraz wybaczcie, ale ja idę spać ! - pomachałam im i wyszłam z pokoju.

*następny dzień*

Obudziłam się. Nic mi się nie chciało. Rozejrzałam się po pokoju w poszukiwaniu mojego brata, ale nikogo nie było. Sprawdziłam na telefonie, która godzina. Była 8.15, więc chłopcy pewnie na śniadaniu.  Nie chętnie wstałam z łóżka i się ubrałam. Jak byłam gotowa udałam się w stronę jadalni. Chłopcy już tam siedzieli.
- Ooo, Śpiąca Królowa zaszczyciła nas swoją obecnością. - powiedział uśmiechnięty Kamil.
- Dlaczego mnie nie obudziłeś ? - spytałam szeroko ziewając. Wzruszył tylko ramionami. Podeszłam do stołu i chciałam usiąść na krześle, ale nie udało mi się,  bo Krzyśkowi zebrało się na żarty i mi je odsunął. Zmierzyłam go tylko wzrokiem, a chłopcy zaczęli się śmiać.
- Dobra sorki ! - powiedział, po czym podniósł mnie z ziemi i posadził na krześle. Widział, że jestem nie wyspana, więc wolał nie ryzykować.
- Jesteśmy tu kilkanaście godzin,  a ja już dwa razy przez ciebie leżałam na podłodze i ty już dwa razy mnie z niej podnosiłeś. - stwierdziłam, a on mi tylko pokazał ząbki.
- Zauważyliście,  że Aga poszła spać pierwsza, a wstała ostatnia ? Ciekawe. - stwierdził Dawid.
- A może nie umiałam zasnąć,  co ?
- Wiedz, że spałaś bardzo dobrze jak wróciłem do pokoju. Sprawdziłem poduszką. - odezwał się Kamil.
- To dlatego śniło mi się,  że dostałam młotkiem. - zaczęłam się zastanawiać. - Zaraz, zaraz ty mnie bijesz poduszką ? - mój brat udawał, że nie słyszy,  a reszta się śmiała. Zjadłam śniadanie, ale oczywiście nasz posiłek nie mógł się odbyć bez bezsensownej kłótni z Krzyśkiem o, np. masło czy herbatę. Taka już nasza tradycja.

*na skoczni*

Siedziałam na ławce przed polskim domkiem. Byłam już po kwalifikacjach, nie ma co się chwalić, ale przynajmniej udało mi się zakwalifikować. Ma się to szczęście. Siedziałam taka zamyślona, nagle ktoś do mnie podszedł i zaczął coś mówił.
- Yyyyyy... co mówiłaś ? Sorki zamyśliłam się. - powiedziałam do Caroline, która usiadła koło mnie.
- O kim ty tak myślisz ? - zaczęła mnie szturchać. - Zakochana ?
- Nie. - powiedziałam i się skrzywiłam. - Idziemy się gdzieś przejść ?
- Dobra, a gdzie ?
- Pójdziemy gdzieś daleko przed siebie. - zaśmiałam się. Wstałałyśmy i ruszyłyśmy przed siebie.
Chodziłyśmy tak po wiosce skoczków, rozmawiając o rożnych, różnistych rzeczach. Zobaczyłyśmy Thomasa, Caro już chciała go zawołać, gdy jej pokazałam, żeby była cicho. Pobiegłam w jego stronę i wskoczyłam mu na plecy.
- Aaaa Thomas jestem twoją wielką fanką ! Mogę Cię prosić o autograf i zdjęcie. - zaczęłam krzyczeć i słyszał tylko Caro jak się śmiała.
- Dobra, dobra, ale zejdź ze mnie ! - powiedział przestraszony, ja grzecznie zeszłam. Popatrzyła na mnie i zaczął się śmiać. - Ciebie to ja się nie spodziewałem.
- Potrafię zaskakiwać ludzi ! - uśmiechnęłam się do niego. - A teraz czekam na autograf. - popatrzyłam na niego z powagą i wystawiłam rękę. On się zaśmiał i poszedł do domku. Po chwili wrócił z kartką z autografem. - Jeeee patrz mam autograf od Morgensterna ! - pokazałam Caroline. - Dziękuję i powodzenia w kwalifikacjach.
- Nie dzięki. - uśmiechnął się do nas, a my wróciłyśmy do spacerowania po wiosce skoczków. Pogadałyśmy jeszcze z kilkoma skoczkami, których spotkałyśmy po drodze, a potem usiadłyśmy wygodnie, żeby popatrzeć jak skaczą chłopcy. Im kwalifikacje poszły lepiej, oddali ładne skoki i zajęli dobre miejsca.


_______________________________
Dobra, niech będzie ahhhh. Kurde coraz gorzej mi idzie :( Coraz gorzej ze mną. Ohhh... W tym rozdziale prawie same dialogi. ;/ ZWALAM WSZYSTKO NA SZKOŁĘ !
Dobra nie wiem co napisać.
A no tak, rozdziały będę dodawać co piątek. Jak będzie wena to może wcześniej. :)
DZIĘKUJĘ ! <33

Twitter :)
Ask :)

poniedziałek, 15 kwietnia 2013

ROZDZIAŁ 5

Siedziałam sama w pokoju, bawiąc się telefonem.  Pewnie robiłabym coś z Caroline,  ale Austriacy "zabrali" mi ją. Położyłam się na łóżko i zamknęłam oczy. Od razu przed moimi oczami znalazła się sytuacja z rana.  Dlaczego tak zareagowałam ? Dlaczego uciekłam ? Miałam wielką ochotę pogadać z Krzyśkiem, ale jak ? Co mam mu powiedzieć ? Kurde, po co odeszłam trzeba było od razu pogadać !
Patrzyłam w sufit, zadając sobie pełno pytań. Już prawie zasypiałam, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi. Wstałam i je otworzyłam.
 - Cześć ! - machnął ręką.  - Chciałem Cię przeprosić,  nie wiem co mnie wtedy poniosło.  - patrzyłam na niego w ciszy. - Wybaczysz mi ? Nie chciałbym zepsuć naszej przyjaźni. Boję się, że to się stało. Naprawdę przepraszam. - dalej nic nie mówiłam. - Bardzo,  bardzo zależy mi na naszej przyjaźni. Jeszcze raz przepraszam. - powiedział, po czym odwrócił się i poszedł w stronę swojego pokoju. Mi też zależało na naszej przyjaźni, a może naprawdę czułam coś więcej ? Nie wiem pogubiłam się w tym wszystkim,  a nawet jeśli to obiecałam sobie,  że na razie skupię się na skokach. Muszę mu wybaczyć, najlepszym przyjaciołom się wybacza, a szczerze mówiąc minęło kilka godzin, a mi już go brakowało.

- Poczekaj ! - krzyknęłam. - Wybaczam Ci ! Przyjaciołom wybacza się wszystko ! - uśmiechnęłam się i rozłożyłam ręce, żeby mnie przytulił. Podszedł i mnie przytulił.- To jeszcze nie czas na coś więcej niż przyjaźń. Wiesz dopiero początek sezonu,  trzeba się na skokach skupić.
- Tak rozumiem. Czyli jest tak jak dawniej ? - zapytał.
- Tak. - odpowiedziałam  z uśmiechem. Choć nie do końca byłam pewna czy nic się nie stało. - To co ? Idziemy do chłopaków ?
- Właśnie mieli jakiś film puszczać. - powiedział po czym razem poszliśmy do pokoju, gdzie siedzieli chłopcy. 


*dzień konkursu*


Byliśmy już około 3 godziny na skoczni w tym czasie odbyły się wszystkie serie próbne.  'Mój' konkurs miał się odbyć, za 30 minut, więc byłam już po rozgrzewce i przygotowywałam się do wjazdu na górną część skoczni. Wzięłam wszystko co potrzebne i udałam się w stronę wyciągu.
- Eee, siostra kopniaka na szczęście Ci nie dałem ! - krzyknął w moją stronę Kamil. - No powodzenia, a teraz się odwróć. - grzecznie się odwróciłam, a on mnie kopnął.
- Jeszcze chce przytulasa i mogę jechać ! - powiedziałam po czym go przytuliłam.

Wsunęłam się na belkę, poprawiłam kask, gogle, sprawdziłam czy narty są dobrze zapięte i popatrzyłam przed siebie. Trener machnął, pomyślałam 'Czas ruszać' i odbiłam się. 
Wylądowałam. Na tablicy pojawiła się jedynka. Nie wiem co ja zrobiłam,  ale wyrównałam rekord małej skoczni. Dostałam dobre noty i mało  odjętych punktów za wiatr. Możliwe, że po I serii będę zajmować dobrą pozycję. Bardzo się cieszyłam.
Zbliżała się pierwsza dziesiątka,  a ja dalej stałam na pozycji lidera. Bardzo mnie to zdziwiło. Naprawdę,  aż taki dobry i ładny był mój skok ?
Cała pierwsza dziesiątka skoczyła,  a ja dalej stałam w jednym miejscu. Tak, wygrałam I serię.


Szłam w stronę polskiego domku z uśmiechem na twarzy. Widziałam jak chłopcy grają w siatkówkę. Podeszłam do nich, a oni wszyscy naraz mnie przytulili i zaczęli gratulować.
- Dobra spokojnie.  Dopiero pierwsza seria. Nie można zapeszyć. - jakoś wydostałam się z ich objęcia.
- Mój kopniak na szczęście przyniósł Ci szczęście. - zaśmiał się Kamil.
- No w ogóle świetnie wyszłaś z progu. Musimy się od ciebie uczyć ! - powiedział Maciek.
- Garbik,  fajeczka i lecisz ! - wtrącił Piotrek.
- Tak metody Piotrka zawsze działają ! - powiedziałam i wszyscy zaczęliśmy się śmiać. Było 20 minut do rozpoczęcia II serii. Więc szybko poszłam na rozgrzewkę, że byłam pierwsza po I serii miałam więcej czasu.

Strasznie szybko leciał mi czas, a z każdą skoczkinią coraz bardziej zaczynałam się bać. Zaraz pierwsza dziesiątka. Coraz bliżej byłam oddania swojego drugiego skoku. Mój stres był nie do opisania.  Miałam wrażenie, że one startują coraz szybciej. Coraz bardziej zbliżałam się belki.
Zawodniczka, która uplasowała się tuż za mną usiadła na belkę i ruszyła. Ja spokojnie położyłam i zapięłam narty. Wzięłam głęboki oddech i weszłam na belkę. Mój stres tak jakby minął. Odbiłam się od belki i jechałam w dół. Bez żadnego stresu, jakby to był zwykły trening. Mocne odbicie z progu i narty ułożone w strzałkę. Teraz utrzymać pozycję i czekać gdzie Cię wiatr poniesie. Czułam, że to może być tak dobry skok jak poprzedni. Złożyłam się do lądowania. Miękko położyłam narty na śniegu. Niestety długo na nich nie postałam, bo jedna narta mi 'uciekła' i zjechałam na plecach. Na moje szczęście obie narty się odpięły. Byłam strasznie zła, że nie wyszło mi lądowanie. Szybko się podniosłam i pokazałam kciuk na znak, że nic mi nie jest. O własnych siłach zeszłam ze skoczni. Kibice bili brawa, ale ja nie zwracałam uwagi tylko zastanawiałam się co źle zrobiłam.

- Zawału przez ciebie dostanę ! Nic Ci nie jest ? - spytał zdenerwowany braciszek.
- Mój głupi błąd ! - krzyknęłam. - Tak się na siebie wkurzyłam, że nawet nie wiem jaką odległość osiągnęłam. - powiedziałam ze złością i przytuliłam Kamila.
- Było dobrze ! Pokazałaś im, że muszą na ciebie uważać. Jeszcze im pokażesz na co stać Agnieszkę Stoch ! - powiedział po czym zaczęłam się śmiać. - A teraz idź się przebrać i musisz nam kibicować ! - uśmiechnął się,  a ja poszłam do naszego domku.
Nadszedł czas konkursu chłopców,  każdemu po kolei dałam kopniaka na szczęście. Razem z Caroline usiadłyśmy na trybunach i kibicowałyśmy naszym skoczkom. No raczej rozmawiałyśmy i tylko jak słyszałyśmy nazwiska austriackich lub polskich skoczków uważnie patrzyłyśmy na skocznię.
Chłopcy tak jak ja nie zaliczyli tego konkursu do najlepszych,  ale to dopiero pierwszy w Pucharze Świata.  Można powiedzieć,  że my się dopiero rozkręcamy. Jutro jeszcze chłopców czeka konkurs indywidualny, a w poniedziałek do domu.

____________________________________
Jeeest udało mi się napisać ten rozdział. Strasznie się z nim męczyłam. ;/
Jak to tak przeczytałam to nawet mógłby być mój ostatni rozdział, ale chyba będę pisać dalej. :)
Tak Agnieszka mogła wygrać pierwszy konkurs, ale ja musiałam zepsuć jej plany. xdd
BARDZO, ALE TO BARDZO DZIĘKUJĘ ZA MIŁE KOMENTARZE. <3