Siedzieliśmy w pokoju Maćka i Piotrka. Stwierdziliśmy, że poszukamy jakiegoś filmu w telewizji. Krzysiek wziął pilota i zaczął przeglądać kanały. Powiedziałam im, że nie chce horroru, choć moje prośby nic nie dały. Nie lubię horrorów zawsze potem boję się wszystkiego co zobacze... W ogóle horror po niemiecku jest jeszcze straszniejszy. Chłopcy za żadne skarby nie chcieli zmienić, więc wzięłam poduszkę, bo musiałam w coś chować głowę w strasznych momentach.
Po 2 godzinnym filmie trzeba było iść spać. Jutro nowy dzień, nowy konkurs. Ja, Kamil, Krzysiek i Dawid wyszliśmy na korytarz, żeby rozejść się do pokoi.
- Co wy tu robicie o tej porze ? - spytał ktoś, a ja krzyknęłam ze strachu. Było ciemno, nic nie było widać. Odwróciliśmy się powoli tak jak to robią w filmach, żeby zobaczyć kto to, ale było widać tylko czarną postać. Podeszłam bliżej do Kamila. Ten ktoś stał i się nie ruszał patrzył na nas, a my na niego. Nie rozpoznaliśmy go po sylwetce, ani po głosie. - Jaki duch, potwór czy coś tam innego może mówić w Szwajcarii po polsku ? - zrobił krótką przerwę, my też nic nie mówiliśmy. - To ja, Łukasz Kruczek, wasz trener. - powiedział śmiejąc się i zaświecił światło. Musieliśmy wyglądać komicznie wszyscy blisko siebie, tacy przerażeni. Patrzył na nas śmiejąc się, a ja przewróciłam oczami i z Kamilem, poszłam w stronę pokoju. Szybko się umyłam i położyłam spać.
Byliśmy z Kamilem pierwsi w jadalni. Siedziałam tyłem do drzwi i piłam sok. Nagle ktoś mnie lekko popchnął i krzyknął 'buuu!', a ja się polałam.
- Nie strasz mnie jak pije ! - powiedziałam do Krzyśka, który stał za mną i śmiał się z mojej plamy na spodniach.
- Nie pij kiedy Cię strasze. - zaśmiał się, a ja zmierzyłam go wzrokiem. On pokazał mi język, usiadł koło mnie i zjedliśmy grzecznie śniadanie.
*na skoczni*
Jak to przed każdymi zawodami "graliśmy" w siatkówkę. Odbijaliśmy piłkę, a raczej chłopcy, z mówili się i przestali mi podawać.
- Ej, tak nie ma ! - krzyknęłam i zaczęłam rzucać w nich śnieżkami. Rozpętałam "wojnę". Śnieżki latały wszędzie, nawet kilku innych skoczków dołączyło. Cały czas się śmialiśmy. Udało mi się natrzeć Titusa śniegiem, choć potem on z pomocą Piotrka mi oddał. Dla mnie zabawa długo nie trwała, bo trzeba było się do konkursu przygotować.
Usiadłam na belkę i jak zawsze odbiłam się od niej, gdy dostałam znak od trenera. Potem następnie odbicie tym razem z progu i na koniec lądowanie. Niby takie nudne, zawsze to samo, a tak naprawdę każdy skoczek przy każdym skoku czuje coś innego. Inny wiatr, inne wyjście z progu, inna pozycja najazdowa, inne lądowanie, inny doping i inna skocznia.
Dzisiaj nasze skoki były dobre, ale nie wystarczyły na podium. Do Polski wracamy szczęśliwi, bo po słabym początku trochę się odrodziliśmy.
________________________
Dobra dodaję rozdział 8. Trochę niedopracowany i wymęczony, ale trudno.
To tak, bardzo przepraszam za taką długą przerwę, ale nie dałam rady. WENO WRÓĆ ! Teraz raczej przez 4 tygodnie nic się nie pojawi, bo wyjeżdżam (Ten rozdział tak, żeby tak przed wyjazdem coś było). Mam nadzieje, że się spodoba i że was nim nie zmęcze xd Ten no wstawiam z telefonu, więc przepraszam za błędy. Dziękuję za komentarze ! Dziękuję i dobranoc.
Po 2 godzinnym filmie trzeba było iść spać. Jutro nowy dzień, nowy konkurs. Ja, Kamil, Krzysiek i Dawid wyszliśmy na korytarz, żeby rozejść się do pokoi.
- Co wy tu robicie o tej porze ? - spytał ktoś, a ja krzyknęłam ze strachu. Było ciemno, nic nie było widać. Odwróciliśmy się powoli tak jak to robią w filmach, żeby zobaczyć kto to, ale było widać tylko czarną postać. Podeszłam bliżej do Kamila. Ten ktoś stał i się nie ruszał patrzył na nas, a my na niego. Nie rozpoznaliśmy go po sylwetce, ani po głosie. - Jaki duch, potwór czy coś tam innego może mówić w Szwajcarii po polsku ? - zrobił krótką przerwę, my też nic nie mówiliśmy. - To ja, Łukasz Kruczek, wasz trener. - powiedział śmiejąc się i zaświecił światło. Musieliśmy wyglądać komicznie wszyscy blisko siebie, tacy przerażeni. Patrzył na nas śmiejąc się, a ja przewróciłam oczami i z Kamilem, poszłam w stronę pokoju. Szybko się umyłam i położyłam spać.
Byliśmy z Kamilem pierwsi w jadalni. Siedziałam tyłem do drzwi i piłam sok. Nagle ktoś mnie lekko popchnął i krzyknął 'buuu!', a ja się polałam.
- Nie strasz mnie jak pije ! - powiedziałam do Krzyśka, który stał za mną i śmiał się z mojej plamy na spodniach.
- Nie pij kiedy Cię strasze. - zaśmiał się, a ja zmierzyłam go wzrokiem. On pokazał mi język, usiadł koło mnie i zjedliśmy grzecznie śniadanie.
*na skoczni*
Jak to przed każdymi zawodami "graliśmy" w siatkówkę. Odbijaliśmy piłkę, a raczej chłopcy, z mówili się i przestali mi podawać.
- Ej, tak nie ma ! - krzyknęłam i zaczęłam rzucać w nich śnieżkami. Rozpętałam "wojnę". Śnieżki latały wszędzie, nawet kilku innych skoczków dołączyło. Cały czas się śmialiśmy. Udało mi się natrzeć Titusa śniegiem, choć potem on z pomocą Piotrka mi oddał. Dla mnie zabawa długo nie trwała, bo trzeba było się do konkursu przygotować.
Usiadłam na belkę i jak zawsze odbiłam się od niej, gdy dostałam znak od trenera. Potem następnie odbicie tym razem z progu i na koniec lądowanie. Niby takie nudne, zawsze to samo, a tak naprawdę każdy skoczek przy każdym skoku czuje coś innego. Inny wiatr, inne wyjście z progu, inna pozycja najazdowa, inne lądowanie, inny doping i inna skocznia.
Dzisiaj nasze skoki były dobre, ale nie wystarczyły na podium. Do Polski wracamy szczęśliwi, bo po słabym początku trochę się odrodziliśmy.
________________________
Dobra dodaję rozdział 8. Trochę niedopracowany i wymęczony, ale trudno.
To tak, bardzo przepraszam za taką długą przerwę, ale nie dałam rady. WENO WRÓĆ ! Teraz raczej przez 4 tygodnie nic się nie pojawi, bo wyjeżdżam (Ten rozdział tak, żeby tak przed wyjazdem coś było). Mam nadzieje, że się spodoba i że was nim nie zmęcze xd Ten no wstawiam z telefonu, więc przepraszam za błędy. Dziękuję za komentarze ! Dziękuję i dobranoc.
Ah te horrory;) tez nie przepadam ;p co do weny to rozumiem, skoczne historie maja najwieksza sile w sezonie;) Pozdrawiam i zycze milego wyjazdu!
OdpowiedzUsuń